menu

// OD POKERA DO LIDERA

Rozmowa z RAFAŁEM MIKOŁAJCZUKIEM aka “Koniu”, LEAD SOFTWARE ENGINEER

//W TYM ROKU STUKNĘŁO CI PIĘCIOLECIE PRACY TUTAJ. ŚWIĘTOWAŁEŚ?
Przyniosłem na Ruską pączki i poczułem dumę. Z samego siebie i z tego, że te 5 lat tutaj były takie, jakbym sobie tego życzył. Udało się to dzięki ludziom, z którymi współpracuję, ale też jako efekt własnej determinacji. Ta ostatnia nie pozwala mi stać w miejscu, każe mi się rozwijać. Nie czuję zastoju.

CO ZAPAMIĘTAŁEŚ Z PIERWSZYCH DNI NA POKŁADZIE?
Z pierwszych dni pamiętam to uczucie – czułem się jak ryba w wodzie. Zobaczyłem zgrany zespół profesjonalistów, od których aż biła powaga, jeśli chodzi o podejście do pracy. Ludzie dokładnie wiedzieli, co mają robić, by satysfakcję z efektów podejmowanych decyzji i działań osiągnęli: oni sami, klient i użytkownik końcowy. Jednocześnie takie nastawienie łączyło się z dużą swobodą bycia. Szybko wiedziałem, że jest to miejsce, w którym chcę być i mogę dużo zrobić, mimo niewielkiego doświadczenia, jakie wówczas miałem.

NA ILE PRZYDATNE W KONTEKŚCIE ROZWOJU SĄ REGULARNE FEEDBACKI?
Dla mnie ważne jest to, że zawsze rozmawiamy bardzo indywidualnie – o oczekiwaniach na przyszłość, o tym, jak pracujemy, jacy jesteśmy jako ludzie i co możemy sobie dać wzajemnie. Poza tematami projektowymi otwarcie omawiamy też szeroko rozumiane kwestie tego, jak stawać się coraz lepszym inżynierem.

Osobiście nie mam również najmniejszego problemu, żeby iść do szefów i zwrócić uwagę Artura czy Krzyśka na ich błędy. Tak postrzegam swoją rolę jako project leader. Chociaż nie ma to związku z funkcją – w tej firmie nie musisz być seniorem czy leaderem, żeby mieć realny wpływ na to, co i jak się dzieje. Jeśli jesteś proaktywny i chcesz mieć wpływ, to nie ma znaczenia, ile masz lat doświadczenia i jakie zajmujesz stanowisko. Każdy może podzielić się opinią czy pomysłem.

WSPOMNIAŁEŚ O SWOJEJ ROLI. WIEDZIAŁEŚ OD RAZU, ŻE CHCESZ BYĆ LIDEREM?
Wiedziałem, że mam takie predyspozycje, i czułem, że może mi to sprawiać frajdę. Już podczas rozmowy rekrutacyjnej przyznałem, że w przyszłości tak widzę swoją rolę, choć oferta nie dotyczyła takiej pozycji. Później dowiedziałem, się, że nasza firma w ogóle nie zatrudnia na liderów czy managerów, bo funkcje te pełnią osoby techniczne, projektowe. Wiąże się to jednak z innymi kompetencjami i zadaniami niż programisty, testera czy BA. Bycie liderem oznacza wzięcie odpowiedzialności za kogoś i za to, co robią inne osoby. Twoim głównym zadaniem jest wówczas sprawienie, by innym pracowało się lepiej.

CO OKAZAŁO SIĘ NAJTRUDNIEJSZE?
Zaufać innym. Ale wiem, że warto dać zespołowi wolną rękę i przyglądać się, czy rzeczy biegną właściwym torem. Początkowo nie było to łatwe: miałem poczucie, że odpowiadam za duży projekt, a jednocześnie muszę zaufać ludziom, bo nie zrobię go sam. Szybko jednak przekonałem się, że to była najlepsza rzecz, jaką mogłem zrobić jako project leader. Dlatego na co dzień mam zaufanie do zespołu i pomagam w razie problemów, których jego członkowie nie mogą sami rozwiązać.

TWOJA RADA DLA LIDERA?
Lider buduje zaufanie zespołu tym, jak pracuje i na ile się angażuje w to, żeby w projekcie dobrze się działo. A moja rada to poznać członków zespołu. Część osób ma opory przed mówieniem, co idzie źle albo co warto poprawić. Wynikają one z myślenia, że może to być odebrane jako atak, a nie konstruktywna krytyka. Ludzie ci nie zaufają, jeśli nie będą cię znać.

DA SIĘ TO ZROBIĆ W CZASIE DNIA PRACY, CZY NIEZBĘDNE JEST WSPÓLNE IMPREZOWANIE, WYJAZDY ITD.?
Jeśli w pracy potrafisz pokazać prawdziwe „ja”, to może wystarczyć. Ale wyjście na piwo i pogadanie bardziej na prywatnym gruncie pomoże, bo poznacie się od innej strony. Sekretem sukcesu bliskich relacji w firmie jest to, że pewne inicjatywy wychodzą od członków zespołu. Odgórne „rozporządzenie” o tym, jacy mamy być, nie sprawdziłoby się. Wręcz przyniosłoby odwrotny skutek. Prawdziwą relację możemy budować na autentyczności i oddolnych działaniach. Zatem fundament to profesjonalna relacja budowana na co dzień w biurze. A osobista relacja – którą można zacieśniać po godzinach pracy – jest dodatkowo cenna, bo wzmacnia zaufanie i pozwala na szczerość.

NA PRZYKŁAD GRAJĄC W POKERA… NALEŻYSZ DO GRONA POKEROWYCH GRACZY Z NASZEJ FIRMY, PRAWDA?
Tak, obowiązkowo! Rozgrywka do 4. rano pozwala graczom poznać się w sposób, jaki nie byłby możliwy w innych okolicznościach. W czasie gry – zwłaszcza gdy stawka jest wyższa niż parę cukierków – jest stres i ludzie pokazują swoje prawdziwe oblicze. Mówi się, że jest to gra kart. Ja bym powiedział, że poker to gra emocji.

// Zobacz także

// Partnerzy